Feminismus vznikl z rozežranosti

16. duben 2014 | 20.54 |

Holenderska wersja programu "Survivor" przypadkowo obnażyła słabość feminizmu i potwierdziła wyższość patriarchalizmu, przy okazji przekonując feministkę do porzucenia swojego światopoglądu.

Parę lat temu miałem przyjemność oglądać holenderską wersję programu "Survivor" ("Expeditie Robinson") z moją feministyczną współlokatorką. W tym konkretnym sezonie były dwie wyspy - jedna zamieszkana przez mężczyzn, a druga przez kobiety. Moja współlokatorka tygodniami zachęcała mnie i innych studentów do obejrzenia tego sezonu, ponieważ miał on nam pokazać, jak wyglądałoby społeczeństwo wolne od patriarchalizmu, w którym rządzą kobiety. I pokazał, oj pokazał...

Oto co się stało. Na początku obie grupy zesłano na swoje wyspy, gdzie otrzymali pewne zasoby jedzenia, żeby mieć od czego zacząć, a potem byli skazani na siebie. W obu grupach początkowo dochodziło do konfliktów, kiedy próbowano ustalić wzajemną hierarchię. Mężczyźni robili praktycznie wszystko, co uznali za konieczne - nie było żadnego lidera, wydającego rozkazy. Mężczyźni, którzy zapragnęli polować, łowić, szukać pożywienia - tak też czynili. Inny facet, który miał dość siedzenia na piasku, zaczął robić ławki. Inni zbudowali szałas, który z czasem zaczął się rozrastać. Jeszcze kto inny gotował każdego wieczoru. W ciągu kilku dni malutka cywilizacja zaczęła kwitnąć, z każdym dniem robiąc kolejny krok do przodu.

Kobiety również zadowoliły się rutyną. Rozwiesiły sznurki, by ręczniki miały gdzie schnąć, a potem zaczęły się opalać i kłócić. Ponieważ, w przeciwieństwie do mężczyzn, kobiety były niezdolne do zrobienia czegokolwiek bez zgody całej grupy. A ponieważ to była grupa przynajmniej dwunastu kobiet, porozumienia nigdy nie osiągano. W trakcie kilku następnych odcinków, kobiety zjadły wszystkie swoje początkowe zapasy pożywienia, zostały przemoczone do suchej nitki przez burze, stały się pokarmem dla pcheł piaskowych i generalnie wyglądały beznadziejnie. Mężczyźni z kolei byli zadowoleni. Były oczywiście pewne nieporozumienia, ale wszystkie zostały zduszone w zarodku.

Ostatecznie producenci programu zdecydowali, że coś musi się zmienić. Aby pomóc kobietom, wybrano trzech mężczyzn, którzy zostali przeniesieni na ich wyspę. W zamian na wyspę mężczyzn trafiły trzy kobiety. Wyraz twarzy mojej feministycznej współlokatorki w trakcie tego odcinka był bezcenny.

Początkowo ta trójka mężczyzn z wiadomych powodów była zachwycona tym pomysłem. Ale potem dotarli na wyspę i zostali powitani przez kobiety.

"Gdzie wasz szałas?" - pytali.
"Nie mamy szałasu".
"Gdzie wasze zapasy jedzenia?" - zapytali przerażeni.
"Zjadłyśmy cały ryż".

Trójka mężczyzn ostatecznie skończyła harując jak psy, korzystając z umiejętności, których się nauczyli metodą prób i błędów przez pierwsze dwa tygodnie - budując szałas, łowiąc, próbując nakłonić kobiety do szukania pożywienia.

Kobiety w międzyczasie powróciły do zrzędzenia, kłócenia się i opalania. Mężczyźni robili za nich wszystko. Ta trójka kobiet, która została odesłana na wyspę mężczyzn była zachwycona - miały jedzenie, schronienie i mnóstwo męskiej adoracji. One też wróciły do opalania się.

I to moi drodzy jest właśnie patriarchalizm. Moja była współlokatorka - co mnie nie zdziwiło - przestała być feministką.

Oczywiście to wszystko mogło być wyjątkową sytuacją, "białym krukiem", zupełnym przypadkiem, czymś niereprezentatywnym dla całego społeczeństwa. Ale ten szczególny sezon holenderskiego "Survivor" nie jest wyjątkiem. Stacja CBS emitowała kilka sezonów "Survivor" w USA, w których mężczyźni i kobiety zaczynali w oddzielnych grupach. W większości przypadków (Amazon i One World), efekty były takie same. Mężczyźni szybko się ogarnęli, zdobyli dostęp do pożywienia, ognia i schronienia, podczas gdy kobiety traciły wiele energii na drobnych sprzeczkach, zjadając swoje początkowe zasoby prowiantu, moknąc i ogólnie będąc żałosnymi. Odwrotna sytuacja, w której mężczyźni nie zebrali się do kupy, gdy kobiety szybko zbudowały dobrze funkcjonujące mikrospołeczeństwo nie została nigdzie zaobserwowana poza feministyczną fikcją, i prawdopodobnie nigdy nie będzie.

 

Zpět na hlavní stranu blogu

Komentáře

 zatím nebyl vložen žádný komentář